wtorek, 19 grudnia 2023

Nic się tak naprawdę nie kończy, prawda?

Kiedy kończą się ferie zimowe i trzeba odrobić zapomniane zadania z matematyki, wydaje się, że już nie może być gorzej. A jednak! Do zapomnianej tabliczki mnożenia dołącza równie przeoczony sprawdzian, co więcej, najlepsi przyjaciele najwyraźniej odpłynęli do swojego własnego świata. Zmyłka i Tomek istnieją tylko dla siebie, Witek jest wyjątkowo markotny, niedługo przyjdzie rozstać się i z Melą, Konrad nie dostrzega pąków na drzewie Puk, a w dodatku mama przebąkuje coś o... wyprowadzce? Ale jakże tak? Mieszkać bez aniołów stróżów, macek przygotowujących pyszności, upiorów z Wermachtu, krasnoludków i wielu innych magicznych stworów, bez których życie wydawałoby się co najmniej nudne? Skąd ten natłok katastrof i nieoczekiwanych zwrotów akcji? Czyżby po prostu każdego dopadało życie, czy też kryje się za tym coś innego?

Kilka lat temu, kiedy rozpoczynaliśmy naszą przygodę z serią Małe Licho, liczyliśmy na to, że będzie trwała w nieskończoność, zapominając, że rozwój bohaterów idzie w parze z ich dorastaniem – bo przecież Bożek, pół-chłopiec pół-glut, rósł na naszych oczach, przechodząc z klasy do klasy i z jednego wymiaru do drugiego. I choć dawni mieszkańcy Lichotki to ulubieńcy wszystkich, niezależnie od wieku, gdzieś jednak należy postawić kropkę i pozostawić resztę wyobraźni.

Bez wątpienia był to jeden z powodów, dla których tak późno sięgnęłam po Krok w nieznane, choć przecież książkę kupiłam niemalże od razu. Wiedziałam, że to koniec tej opowieści i tak bardzo nie chciałam, by nastąpił! „Zakończenia są trudne”, jak napisał Chuck w jednym z najlepszych zakończeń, finałowym odcinku 5. sezonu Supernaturala. Są trudne, ale jak widać właśnie po samym Supernaturalu, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. I Marta Kisiel doskonale o tym wie. Krok w nieznane to zakończenie dobre – zakończenie, w którym wszyscy dowiadują się czegoś o sobie i przechodzą przemiany – na dobre, choćby najpierw wydawało się inaczej. W końcu jeśli Tsadkiel potrafi sercem pojąć kwestię miłości i poświęcenia, wszystko jest możliwe. Bo pewne końce są nam potrzebne do tego, by dorosnąć, w każdy możliwy sposób.

To przecież jednak nie koniec dla docelowego czytelnika Małego Licha – przed nim jeszcze to, od czego wszystko się zaczęło, cała seria Dożywocie, odkrycie, od którego my zaczynaliśmy. Bo tak, zakończenia są trudne. Ale „nic się tak naprawdę nie kończy, prawda?”. Alleluja!

Nietypowa ta recenzja, wiem. Z tej nostalgii zapomniałam wspomnieć chociażby o przecudnej szacie graficznej książki. Ale ona też wzmaga to poczucie przemijania... na swój sposób... w końcu...

Marta Kisiel, Małe Licho i krok w nieznane, il. Marcin Minor, wyd. Mięta, Warszawa 2022.

czwartek, 14 grudnia 2023

Od przedszkola do...?

Pamiętacie Agatę, pomoc przedszkolną, która nieoczekiwanie zaplątała się w sprawy mocno nadprzyrodzone? Wiecie, potwory przyzywane przez dzieci, półdemony ukrywające swoją naturę za ciemnymi okularami, matka w związku małżeńskim ze słowiańskim bogiem, niesłychanie potężna przyrodnia siostra? Tak, dokładnie tę Agatę z trylogii Między światami. Niedawno pojawiło się jej domknięcie – Z magią jej do twarzy.

Minęło już trochę czasu od wydarzeń zamykających poprzedni tom. Pozbawiona mocy Angela nie jest w stanie zajmować się małą Martą, więc ciężar tej opieki spada na Agatę i Bartka. Tak, tak, nasze gołąbeczki są razem, zamierzają się pobrać i potworne przedślubne perypetie również stają się udziałem Agaty – ach, te urocze próby fryzur, przymiarki i spotkania z przyszłą rodziną, która w dodatku absolutnie nie powinna się dowiedzieć o tym, co ciąży przyszłej pannie młodej. A przecież jak się chrzani, to już na dobre, i Agata zostaje wciągnięta w przedziwne machinacje Dawida. Choć wizyta na Lazurowym Wybrzeżu może się wydawać spełnieniem marzeń, trochę inaczej jest w przypadku, gdy trafiasz w łapy demonów, pragnących cię wykorzystać – w ten czy inny sposób. A to dopiero początek całego cyrku, czyhającego na Agatę za każdym rogiem.

Dzieje się! Choć na samym początku gościmy w (niezbyt) cichej i (nie)spokojnej bibliotece, wygląda na to, że jeśli gdzieś pojawia się Agata, kłopoty ciągną do niej niczym ćmy do światła. Zmieniamy kraje, strony, a kolejne zwroty akcji okazują się jeszcze bardziej zaskakujące niż w poprzednich tomach. Szaleńczo podoba mi się koncept istot wyrastających wpierw na głównych antagonistów, a potem... A potem się chyba zobaczy, bo końcówka trzeciej części wcale nie wydaje mi się zwieńczeniem cyklu, wręcz przeciwnie.

To chyba nieoczekiwanie stało się dla mnie największą wadą Z magią jej do twarzy. Po trzecim tomie trylogii spodziewam się zawsze pewnego domknięcia, oczywiście, zawsze pozostaje miejsce na kolejne przygody, ale jak już pisałam w poprzedniej recenzji, To nie jest kraj dla starych magów już takim domknięciem się wydawał. Pod koniec Z magią... ewidentnie czuć ten zawieszony w powietrzu ciąg dalszy, ba, on powinien nastąpić, bo pomysł już tam jest i wręcz się prosi o naturalne rozwinięcie. Przyznam, że w pewnym momencie sprawdzałam nawet, czy trylogia nie zamieniła się w cykl, ale nie. Pamiętam, że miałam dosyć podobne uczucie przy ostatnim tomie heksalogii Dory Wilk, ale Aneta rozwija Thornverse w kolejnych opowieściach i zbiorach opowiadań.

Byłaby to dobra i naturalna kolej rzeczy dla świata Kasi Wierzbickiej, bo ile tam historii, których jeszcze nie poznaliśmy! Ilu bohaterów, którzy przycupnęli w kąciku, tworząc tło dla Agaty i Dawida. Iskrowe uniwersum to miejsce, gdzie może czekać na nas jeszcze wiele przygód, i mam nadzieję, że tak się właśnie stanie, bo autorka pisze lekko, pomysły ma naprawdę fajne (myszka!) i nawet jeśli w tej chwili odczuwam przesyt pewnych idiotycznych posunięć Dawida i Agaty, to z przyjemnością zanurzę się kiedyś ponownie w tym świecie.

Tylko Bartek został potwornie skrzywdzony. Żądam sprawiedliwości dla Bartka!

Katarzyna Wierzbicka, Z magią jej do twarzy, wyd. Spisek Pisarzy, Kraków 2023.

A na koniec pozwolę sobie wrzucić zdjęcie z autorką z Warszawskich Targów Fantastyki. Wiecie, zła królowa też lubi reniferki!


niedziela, 3 grudnia 2023

Co pachnie cynamonem?

Dominika postanowiła podjąć istotną decyzję – odejść z toksycznego korpo... znaczy może nie do końca złożyć wypowiedzenie, co powiedzieć swojej szefowej, co o niej sądzi. Fatalny ruch, nie? Tak oto z dnia na dzień zostaje bez pracy, ale nie bez wsparcia – ukochanej babci i najlepszej przyjaciółki. Jednak zazwyczaj w życiu bywa tak, że jak się coś chrzani, to od razu zbiorowo i oto na progu mieszkania staje mamusia, od lat robiąca karierę za wielką wodą, a która porzuciła Dominikę jeszcze za niemowlaka. To może w takim razie podążyć za marzeniem i w końcu je spełnić – dziewczyna lubi pisać, a pojawia się szansa, by to upodobanie przekuć w coś bardziej konkretnego... Ale przecież nic nie może być tak proste w tym właśnie momencie...

Cynamon silnie kojarzy się z jedną konkretną porą roku – umilając to, co właśnie mamy za oknem. Pamiętam moje zaskoczenie, gdy okazało się, że Cynamonowe gwiazdy nie mają nic wspólnego z zimą i Bożym Narodzeniem. Wręcz przeciwnie – kartki książki przepełniona są duszną, letnią atmosferą, łapaniem oddechu w upalne dni. Nawet padają w niej słowa: „To nieprawda, że cynamon stał się zapachem roziskrzonego tysiącami światełek Bożego Narodzenia, to Boże Narodzenie pożyczyło swój zapach od gwiazd”. A kim są gwiazdy? Ano właśnie bohaterki tej opowieści – Dominika, jej mama, jej babcia... Każda zupełnie inna, mająca za sobą kompletnie inne przeżycia, wszystkie ludzkie i kobiecie, wszystkie niejednokrotnie biorąca na siebie ciężar nie tylko swoich trosk, ale i trosk innych – czasami odreagowując tylko poprzez pieczenie cynamonowych gwiazd...

Jeden z okładkowych blurbów zachęca do przeczytania książki hasłem „Kocham komedie”. Rzadko kiedy mam do czynienia z czymś tak mylącym – bo ta powieść absolutnie komedią nie jest. Owszem, zdarzają się momenty zabawne, które sprawiają, że człowiek chichocze jak pijana hiena, zwłaszcza przy wywodach Moniki dotyczących sposobów, w jaki początkujący pisarz może zrobić karierę, a czasami tylko dostać szansę na wydanie książki. To po prostu klasyczna powieść obyczajowa. Koncentrujemy się na losach bohaterek, na tym, co im się przydarza, co już się stało, co się im jeszcze stanie. Nierzadko nawet wyklinając ich głupotę, bo za niemal każdą z decyzji Dominiki waliłabym ją w łeb, aby wbić jej tam odrobinę rozumu. W niektórych momentach odnosiłam wręcz wrażenie, że powieść jest też lekko inspirowana baśnią – co zaskakująco przeszkadza mi w przypadku zakończenia, bardziej słodkiego niż gorzkiego (te durne decyzje głównej bohaterki, grrr!). To także powieść wciągająca, dobrze napisana i naprawdę dobrze się ją czyta – więc może (choć nie jest bożonarodzeniowa) warto po nią sięgnąć w tym najciemniejszym okresie roku? Zrobić sobie przy tym herbatkę z cynamonem – w końcu to nim pachną Święta...

Małgorzata Starosta, Cynamonowe gwiazdy, wyd. Mięta, Warszawa 2022.