Chyba niewiele jest osób w polskim internecie, które nie zetknęły się choć raz z popularnym serialem, nakręconym we współpracy z Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, a poświęconym losom pochodzącej ze wsi służącej Stefci. Perypetie dziewczyny i jej przyjaciół okazały się wyjątkowo wciągające, choć przedstawione w formie króciutkich, kilkuminutowych odcinków, i przyciągały setki tysięcy widzów. Prawdopodobnie ta formuła była także po części odpowiedzialna za sukces serialu, bo dostawaliśmy praktycznie „samo gęste’ – ważne, wiele wnoszące dla całej opowieści sceny, spośród których może nie wszystkie wydawały się istotne, ale jednak cudnie podkreślały czy to cechy charakteru, czy nastawienie poszczególnych postaci do świata. Przyznaję, że nie śledziłam historii Stefci od samego początku, nie miałam też zbytnio czasu na nadrobienie zaległości, byłam zatem bardzo ciekawa, od czego to wszystko się zaczęło.
I okazało się, że mam sposobność poznać sam początek jej przygód, dowiedzieć się, co sprawiło, że poszła na służbę do pańskiego dworu. Wprawdzie forma tego uzupełnienia jest nieco inna, ale zdecydowanie bardziej mi odpowiadająca – twórczyni serialu postanowiła bowiem ten swoisty prequel wydać w formie książkowej. Interesujące, choć nietypowe przedsięwzięcie, na pewno spotkało się z dużym zainteresowaniem.
Jaka więc jest ta nasza młodziutka Stefcia? Na pewno
nieokrzesana, na swój sposób bardzo niewinna, słuchająca głosu swojego serca i
dzielna. Skąd bowiem wzięła się we dworze? Uciekła w ten sposób przed
niechcianym zamążpójściem. Miała jednak to szczęście, że pozostawiono jej coś
na kształt wolnej woli, a jej ojciec – znany zresztą z ekranu – nie chciał jej
do niczego przymuszać. Poznajemy kulisy przyjaźni i uczuć, dowiadujemy się, z
czego wypłynęły sytuacje, które znamy – to naprawdę świetne dopowiedzenie tego,
co już wiemy.
Umówmy się, Stefcia wybitnym dziełem nie jest, to nie
Chłopi, niemniej autorka potrafiła choćby kilkoma scenami oddać trudy
wiejskiego życia, a zwłaszcza tego kobiecego. Bo przecież niby zdajemy sobie
sprawę, jak ciężkie były ich losy, jak wiele pracy wkładały w to, by ich rodziny
trwały z dnia na dzień, do powszechnej świadomości tej kwestii przyczyniły się
też Chłopki. Jednak nigdy dość dalszego uświadamiania szerokich mas,
zwłaszcza że Stefcia przyciągnęła też i młodszych odbiorców, którzy być
może sięgną po książkę. Autorka nie wystrzega się też tematów trudniejszych –
gwałtów, dzieciobójstwa czy akceptowanych z rozmaitych względów kradzieży.
Sprawiają, że ta pozycja jest nie tylko czytadełkiem, ale i zmusza od czasu do
czasu do zastanowienia.
Czy warto po nią sięgnąć? Jeśli jesteście fanami serialu –
zdecydowanie tak! To świetne uzupełnienie tego, co już znamy. Jeśli szukacie
lekkiej, przyjemnej pozycji dla przyjaciółki czy nastolatki, myślę, że też
będzie to dobry wybór, bo książkę czyta się bardzo łatwo, a i bohaterowie są
wyjątkowo sympatyczni (w większości). Jednak jeśli chcecie dowiedzieć się
czegoś więcej o życiu w tamtych czasach – czy to na wsi, czy we dworze, to
warto sięgnąć po którąkolwiek z tematycznych pozycji wydanych przez Marginesy.
Bo prawdzie spędziłam ze Stefcią i jej znajomymi bardzo przyjemne chwile,
jednak gdyby nie znajomość serialu, pewnie nie bawiłabym się przy tym tak
dobrze.
Joanna Adamek, Stefcia, wyd. Znak Horyzont, Kraków
2025.





