piątek, 16 stycznia 2026

Ostatnia próba Jagi

Poprzedni tom przygód Jarogniewy, szeptuchy z Bielin, zakończył się w chwili, gdy udało się pokonać Dziadka Mroza, a szeptucha odkryła, że jest w ciąży. Teraz nadchodzą wiosenne Dziady i próba, którą ma przejść dla Swarożyca, tymczasem każdy jeden dzień wiąże się z dosyć niecodzienną udręką: nadopiekuńczym Mszczujem, który – parafrazując – ciągle dobra pragnąc, ciągle zło czyni. Nie jest ta nasza Jaga przygotowana na bycie partnerką i matką, a częste wizyty boga ognia nie pomagają w ustabilizowaniu rodzinnego – nomen omen – ogniska.

Oczywiście jak zwykle, gdy jedno się sypie, posypie się wszystko. Nagle okolice Bielin wydają się dotknięte dość dziwną klątwą – śmiertelnie chorzy nabierają wigoru, zwierzątka, które raczej nie powinny żyć, nagle hasają sobie bez pewnych części ciała... Czyżby zastrajkowała sama Śmieć? A może jakieś inne bóstwa postanowiły dać sobie spokój ze swoimi obowiązkami i zrobić wakacje? Teoretycznie brzmi to całkiem nieźle, ale wszyscy przez lata naoglądaliśmy się i naczytaliśmy, co się dzieje w takich przypadkach i że dobrze to się nigdy nie kończy. I choć może to tymczasowo pomóc w niektórych problemach, tak koniec końców załatwienie tej sprawy również spoczywa na Jadze, której zaczyna brakować sprzymierzeńców – dobrze, że w ostateczności można liczyć na Barnima i różne przyjazne stwory.

Oczywiście, każdy kto zna (choćby po łebkach) cykl o szeptusze, wie, jak skończą się niektóre wątki tej opowieści - że nie będzie tu typowego „żyli długo i szczęśliwie”. Fakt, że w jakiś sposób znam zakończenie Swarożyca, nie odbierał mi jednak przyjemności z lektury, bo książka – jak zwykle w przypadku Katarzyny Miszczuk – napisana jest bardzo lekko, nawet te cięższe tematy wchodzą jakoś tak gładko, chociaż wcale nie znaczy to, że są potraktowane lekceważąco – wręcz przeciwnie! I choć praktycznie od razu domyśliłam się, gdzie podziała się rodzanica, nie odebrało mi to w żadnym stopniu przyjemności związanej z tym wątkiem. Bardzo lubię w tym cyklu to, że wszyscy bohaterowie są – nazwijmy to – ludzcy, nawet ci, którzy powinni być lepsi i ponad wszystkie niesnaski. Lubię upartych bogów, pragnących za wszelką cenę postawić na swoim, lubię słowiańskie demony z ich „swojskimi” tożsamościami. Bo to właśnie pozwala zżyć się z bohaterami, pozwala potraktować ich jak znajomych, nawet jeśli niekoniecznie zgadzamy się ze wszystkim, co robią (przypadek Jagi i Mszczuja). A to pozwala też na zaangażowanie emocjonalne i przyznam się bez bicia, że popłakałam się na końcu powieści, a swoiste katharsis zawsze przecież się przyda.

Swarożyc to godne domknięcie przygód Jagi, niespecjalnie spektakularne, ale i nie na takie liczyłam. W Bielinach dzieją się rzeczy ważne, ale poprowadzone jakby na skalę lokalną, co sprawia, że łatwiej je zaakceptować niż ratowanie całego świata w maleńkiej wiosce na zadupiu. I przyznam Wam się jeszcze do czegoś – mam ochotę odświeżyć cykl o Gosi – pal diabli tę idiotkę, ja chcę więcej Jagi!

Katarzyna Berenika Miszczuk, Swarożyc, wyd. Mięta, Warszawa 2025.

5 komentarzy:

  1. Na razie z młodym czytamy cykl dla dzieci. Potem się wezmę za cykl "dorosły"

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa jeśli "Jaga" to polecę "Na wieki wieków Korpo"

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobał mi się wątek rodzanicy na wakacjach i t o, jak bohaterka leczyła syna koleżanki. Ale już zupełnie nie pamiętam,czy było o tym coś dalej? Ładny koniec, jak widza siew zaświatach i JAga jest znowu młoda.A Swarożyc jest świnia. Chomik

    OdpowiedzUsuń