Tak naprawdę ten
odcinek można określić krótko zdaniem, które stanowi tytuł tych wynurzeń… Ręce
i cycki opadają, naprawdę, a jedynymi sensownymi osobami są tutaj wiedźmy.
Przynajmniej wiedzą, kiedy uciekać.
Chciałabym powiedzieć, że wiedźmy w tej scenie były przedstawione wybitnie tendencyjnie!
Warto zatem może od nich zacząć…
Rowena próbuje stworzyć Mega Kowen, większy i lepszy, niczym w reklamach. Jest
to wątek, który nie rusza mnie ani troszeczkę, bo wbrew zapowiedziom, poprzedni
sezon wcale nie był specjalnie na czarownicach skoncentrowany, przewijały się
tam raczej w tle, choć raz dały pretekst do odcinka znakomitego, jakim był About
A Boy. Wychodzi na to, że Wielki Kowen się rozpada ze względu na zaginięcie
przywódczyni i ja czynię tutaj przynajmniej dwa facepalmy. Bo to się kupy nie
trzyma. Po pierwsze: dotychczas wiedźmy pokazywane były jako żądne władzy i
jakoś nie wierzę, by żadna nie wykorzystała tej pustki na stanowisku
dowodzenia. Po drugie: Crowley został sprowadzony umysłowo do poziomu
pierwotniaka – na jego miejscu już dawno dogadałabym się z Olivette, ponieważ
mają wspólnego wroga. Niestety, wygląda na to, że o chomiku już wszyscy
zapomnieli, pewnie zdechł w tej klatce w zakamarkach piekielnych… Szkoda, bo tu
mamy absolutnie przecudny potencjalny sojusz. Rowena tymczasem wykańcza inne
wiedźmy, jeśli nie chcą się zgodzić na jej propozycje, co znowu sprawia, że
zastanawiam się, dlaczego jeszcze się nie zjednoczyły i nie ukatrupiły jej
wspólnie. Zwłaszcza, że chwali się na prawo i na lewo, że jest matką Króla
Piekieł, a widać, że kogo jak kogo, ale Jego Wysokość nasze mroczne damy mają
naprawdę w poważaniu. Jeśli tego nikt nie wykorzysta, strzelę focha. Z
przytupem. Ale znając życie, mogę zacząć już teraz… O tym, jak Ruda wykiwała
naszych braciszków, nawet mi się nie chce wspominać – ja bym na jej miejscu już
wcześniej po prostu zarzuciła łańcuszek od kajdanek na szyję Sama. Ale
imperatyw opkowy narzucał konieczność zdjęcia klątwy z Castiela.

A klątwę z Casa zdjąć trzeba, bo zagląda chłopakom na laptopy tam, gdzie nie trzeba... A my przekonujemy się, że Dean Winchester nareszcie odkrył, że Internet jest zdecydowanie bardziej zasobny w ciekawe zdjęcie i filmiki niż gazety.
Jest zatem szansa, że Anioł Pana,
tfu, Anioł Winchesterów przestanie się snuć po ekranie z miną spaniela i
zabierze się za jakąś konkretną robotę – a tą zapewne będzie szukanie
Metatrona. Osobiście wątpię, że Skryba będzie coś wiedział na temat Ciemności,
chyba że istnieje jeszcze tablet poświęcony właśnie jej… choć wtedy już widzę
jak Metatron podzieli się wiedzą… Czy oni się jeszcze nie nauczyli, że on
kantuje na każdym kroku? Najwyraźniej nie… Tak, wiem, obecnie jest człowiekiem,
można go zastraszyć, ale… Ostatnio też nim był, a z Casem zrobił, co mu się żywcem
podobało…
Team Free Will #AlwaysKeepFighting
Naprawdę, przypomniało mi się The Song Remains The Same.
Naprawdę, przypomniało mi się The Song Remains The Same.
Ciemność… Amara zachowuje się
niczym Damien z wiadomego filmu i nawet podobnie jest edukowana (od razu
przypomniał mi się też Dobry omen Pratchetta i Gaimana). Podobała mi się
scena lustrzana, kiedy jej dorosła forma zapowiada jej, że ostateczne
przeznaczenie dopiero się ujawni, ale z drugiej strony zastanawiam się, co to
ma być. W rozmowie z Crowley’em dziewczątko mówi, że ma na myśli większy
obrazek – Niebo, Piekło, ludzie dobro i zło są nieistotni… Co zatem jest? Czy
Ciemność ma na celu przemeblowanie dokładnie całego Wszechświata wedle swojej
woli? Bo to chyba jedyna rzecz, która byłaby w większej skali. Jednak jeśli
chcemy większej skali, to dlaczego czekać? Dlaczego Ciemność musiała się
wcielić w ludzkie, tak nieistotne przecież, dziecko, żeby osiągnąć dojrzałość…
Z całym szacunkiem, to się kupy nie trzyma. Nic a nic. Karmienie się duszami
też ma sens tylko w przypadku, o którym mówiłam poprzednim razem – jeśli istnieją
one od zarania dziejów i dlatego są najpotężniejszą walutą i źródłem energii we
Wszechświecie. Tylko jeśli Ciemność jest na tyle potężna, że może właściwie je
wyrywać z ciał ludzkich, żywych i martwych, co powstrzymuje ją od zrobienia
tego na globalną skalę? Zyskania naprawdę wielkiej mocy od ręki? Dlaczego też
jej opary infekowały ludzi, zmuszały do bezsensownej przemocy? Jedną teorią
byłoby to, że konsumowała ich dusze… Nie jest to w sumie zła teoria, bo wszyscy
wiemy, jak zachowują się w tym serialu ludzie bez duszy, może też przez to
opary nie są w stanie wyrwać ich od razu, konsumuje je po trochu, stąd ojciec
małej Amary był w stanie się opierać temu tak długo, jak się dało. Nie wiem,
mam wrażenie, że znowu mamy sytuację, w której zapowiadamy wielkie „Groooaaaar”,
a dostaniemy cichutkie „Miau”. Patrz Sezon 7 i lewiatany.
A właśnie, co do Amary… Jeśli ja
byłam w stanie przewidzieć, co się stanie, jeśli wsadzi się dzieciątko
pożerające dusze do Piekła, gdzie tych dusz od groma i trochę, to Crowley też
powinien. I naprawdę nie sądzę, by ten nasz stary dobry demon karmiłby
dziewczątko tak bezrefleksyjnie, jak zrobił to właśnie on. Zresztą, powiedzmy
sobie szczerze, Crowley zachowuje się teraz tak, że prosi się o przewrót w
Piekle. Wiem, zawsze zawierał sojusze, które mogłyby dać mu szansę powodzenia i
podpasienia się nieco, ale tutaj gra znacznie powyżej swojej ligi i jestem
ciekawa, co zrobi teraz. Przecież jeśli opróżni Piekło, straci swoje moce…
Zacznie porywać ludzi na większą skalę? To oznaczałoby interwencję łowców na
dużą skalę… Poza tym… czy tylko ja byłam w jakiś sposób zniesmaczona tymi dosyć
prymitywnymi zabiegami naszego Króla? Przemówienia z Norymbergi, edukacja
dzieciątka w źle ogólnym, różowe kiecki i babeczki…? Naprawdę? Nie składa mi
się to do kupy, naprawdę. Chciałabym, żeby to, co powiedział Sam – „He’s up
to something and it’s not a breaking news either” – było prawdziwe w jego
przypadku. Crowley już dawno nic nie knuje, tylko się snuje. Zupełnie inne
słowo. Nie wiem, do czego to zmierza… Do tego, by dziewczyna wyrugowała go z
Piekła, a on znowu zawrze sojusz z Winchesterami? Czy myśmy już tam gdzieś nie
byli…? Nie wiem, Crowley wraz z krwią
Sama otrzymał też odrobinę jego zdebilenia.
Winchesterowie w tym odcinku
zrobili to, czego się spodziewałam – wypełzł stary sekret i ugryzł ich w tyłek.
Choć nie wiem, dlaczego Dean był właściwie zdziwiony tym, że Sam zawarł pakt z
Roweną i że jej ceną było zabicie Crowleya… Przecież to dosyć naturalne jeśli
chodzi o tę wiedźmę. Zastanawiam się, czy to kwestia tego, że starszy
Winchester czuje jeszcze coś do Crowleya, czy po raz kolejny wykazuje się
kosmiczną wręcz hipokryzją w stosunku do brata… Bo on to nigdy nie zawiera z
nikim paktów… i to idiotycznych! Ciekawe, czy to oznacza, że teraz przez kilka
odcinków znowu będziemy mieli po prostu klasycznego focha…
Żeby nie było, że tylko narzekam…
Absolutnie rozczuliło mnie anielsko-demonie spotkanie w barze… Czyżby to była
zapowiedź pewnych zmian? Wcale by mnie to nie zdziwiło! Anioły to właściwie nie
wiem, czego chcą, ale demony naprawdę mogą mieć serdecznie dość, a Klatka tylko
czeka, by ją otworzyć… Wprawdzie Lilith wskrzesić i drugi raz zabić się nie da,
ale co stało się z pierścieniem Śmierci? Bo pozostały trzy, o ile pamiętam,
pochowano koło domu Bobby’ego Singera… O ile dobrze kojarzę, szeregowe demony
nie miały pojęcia o luckowym do nich stosunku, więc wcale się nie zdziwię,
jeśli chciałyby swoje bóstwo przywrócić do życia – podobnie anioły. Anioły
potrzebują przywódców, a Michał siedzi na dole z braciszkiem. Brzmi jak plan,
chyba jedyny możliwy w tym przypadku…
Szczerze? Tęsknię za odcinkiem MOTW,
bo też ten straszliwy przerażający przedbiblijny wątek mnie wcale nie wzrusza.
Rozdmuchane to wszystko jakby, dałoby się zamknąć w odcinku czy dwóch. Owszem,
zdarzają się naprawdę dobre onelinery („Language!”), ale czekam aż coś
się naprawdę zacznie dziać. Ciemność rośnie i pożera dusze, nie wiadomo, co z
czarnym dymem, trzeba znaleźć Metatrona… Naprawdę na tym etapie zastanawiam
się, czy oni planują wypełnić walką z Ciemnością cały sezon, wszystkie odcinki…
A tak dobrze im MOTW wychodzą! Nawet przy nagłym zgłupieniu wszystkich głównych
bohaterów…
Supernatural 11x03 The Bad Seed, scen. B. Bruckner i E. Ross-Leming,
reż. J. Ackles, wyst. J. Padalecki, J. Ackles, M. Collins, M. Sheppard i inni.





