piątek, 31 stycznia 2025

Klątwy, legendy i diabły

Co robić, jeśli zaginie twój brat? Można załamać ręce, usiąść i płakać, czekać, aż odnajdą go szeroko rozumiane służby albo wręcz olać sprawę, w końcu nigdy nie smarkacza nie lubiło. Można też spróbować odnaleźć go na własną rękę, nawet jeśli pomoc wydaje się pochodzić od dosyć szemranego typa i równie prawdopodobne jak odnalezienie zaginionego jest wylądowanie martwym w jakiejś opuszczonej ruderze. Blanka Dunin, na co dzień normalna studentka, wybiera tę ostatnią opcję i opisuje całą sprawę na jednym z mega przestarzałych wynalazków – forum internetowym. Teodor wybrał się bowiem w Góry Sowie razem z przyjaciółmi – trawa, szlaki, namioty, te sprawy... Oczywiście oficjalnie. Nieoficjalnie poszukiwał... czegoś, a informacje znalazł w starej książce poświęconej magii, zdobytej w antykwariacie. Czyżby młody szukał czegoś... nietypowego? Tak by wynikało z wiadomości, które udostępnił Blance dziwny typek, przedstawiający się jako Sambor Fogiel. Kto się teraz tak w ogóle nazywa? Jednak kimkolwiek Sambor by nie był, dotrzymuje słowa. Teodor zostaje odnaleziony, choć nie wydaje się tym samym człowiekiem, jakby coś – a konkretnie stwór, którego poszukiwał – go odmieniło. Ale Sambor mówi, że istnieje sposób, by przywrócić dawnego Teo. Jednak będzie to długa droga, niekoniecznie uwieńczona sukcesem. Blanka mimo to postanawia pomóc bratu, a to oznacza, że musi podążyć za Samborem – czy im się to obojgu podoba, czy też nie...

Kolejne elementy zagadki posyłają Blankę i Sambora na następne misje, podczas których nasza studentka (i czytelnicy) poznaje ukryty dotychczas przed jej oczami świat ożywionych legend. Nie jest to świat przyjazny ani spokojny, jednak wydaje się, że jej towarzysz może zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo. Zresztą, poznamy i jego historię w jednym z opowiadań, bo kolejne wyprawy bohaterów są przedstawione w oddzielnych tekstach, spojonych właśnie naszym motywem przewodnim – ocaleniem Teodora. To też sprawia, że uniwersum legendysty otwiera się przed nami jeszcze szerzej, bo pojawiające się w opowiadaniach postaci drugoplanowe mają swój czas, by naprawdę zabłysnąć. Dla mnie osobiście dużą zaletą takiego rozwiązania jest to, że czyta się nieco wolniej, bo łatwiej mi odłożyć książkę po zamknięciu czegoś więcej niż tylko rozdziału, zwłaszcza że te często kończą się cliffhangerem. Dla mnie bomba! Bardzo zgrabne połączenie motywów legendarnych, mitologicznych i (w niektórych przypadkach) korporacyjnych – tak typowe dla urban fantasy – również wyszło znakomicie, a ja chyba muszę powtórzyć sobie w końcu słowiańskie legendy i opowieści.

Z Jagą Moder – Legendystką – spotkałam się dotychczas tylko w zapowiedziach gości konwentowych, nie miałam okazji zapoznać się z jej profilami na mediach społecznościowych, choć po lekturze Sądnego dnia już wiem, że to się zmieni, bo opowiadać to ona potrafi! I to w bardzo przewrotny dla mnie sposób, bo weźmy takich bohaterów – moim zdaniem wszyscy są totalnie niesympatyczni. Nie znoszę Sambora, wnerwia mnie Blanka, po trochu kibicuję ich przeciwnikom, a jednak... Jednak akcja mnie wciąga i naprawdę chciałabym się dowiedzieć, jak się to wszystko skończy. Świetny debiut powieściowy i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!

Jaga Moder, Sądny dzień, il. Przemysław Truściński, wyd. Fabryka Słów, Warszawa 2024.

niedziela, 26 stycznia 2025

Strzygi, wampiry i... studia dzienne!

Różnych rzeczy można się spodziewać, gdy człowiek wraca w środku nocy z imprezy studenckiej, ale na pewno nie tego, że po przebudzeniu odkryje, iż znajduje się w samym środku gniazda wampirów i w dodatku jest poddawany przyśpieszonemu kursowi BHP dla początkujących krwiopijców. Gdy okazuje się, że Aśka Myszkowska, zwana Myszą, zmieniła stan żywotności i została wampirzycą, dziewczyna zaczyna się zastanawiać, co tu się właściwie odjaniepawliło i czy właściwie da się wrócić do poprzedniego funkcjonowania. Przecież obecność na zajęciach sama się nie zrobi, zaliczenia nie napiszą, a wszystko to na studiach, o zgrozo, DZIENNYCH! I jak tu powstrzymywać się w ogóle od zagryzienia nadopiekuńczej współlokatorki? I pozbyć stalkera z gniazda? Gdzie jest wizytówka specjalistki od BHP?

Na szczęście Sabinka Piechota nie takie rzeczy ze szwagrem po pijaku przy oblężeniu Sewastopola robiła! Co więcej, potrzeby nowo stworzonej wampirzycy okazują się idealną okazją do przeprowadzenia pewnych badań nad gatunkiem, przecież studenci przecież i tak są przyzwyczajeni do wypełniania kilometrowych formularzy, a krew w woreczkach dostarczy Edzio, znudzony, grasujący po polach czupakabra, znoszący różne znaleziska…. może niekoniecznie do domu, ale na pewno do przyjaciół. Ale o co chodzi z tym cholernym stalkerem Fryderykiem?

W świetle nocy to kolejna odsłona przygód nienormatywnych spod Wrocławia, skupionych wokół strzygi Sabiny. Tym razem do magicznej menażerii dołączają wampiry, tęskniące za blaskiem dnia, choć w sumie wcale nie muszą, bo zasadniczo są „tylko” uczulone na słońce. Zwariowane perypetie Myszy, starającej się dopasować dawny tryb życia do nowej rzeczywistości i znajomych, są cudowne i bliskie sercu każdego, kto starał się przetrwać na studiach, żywiąc się krwią lub nie – choć na pewno o niej marząc w przypadku bardziej złośliwych wykładowców.

Bohaterowie niezmiennie są naprawdę uroczy – przynajmniej ci, którzy mają tacy być – wszak nie sposób nie poczuć sympatii do Wefci, próbującej w kuchni odpowiednio zadbać o mieszkaniowego człowieka – ale gdzieś tam w głębi serca ten mój mały złośliwy typek zakochany w Sabince pragnąłby poświęcenia całej książki właśnie naszej ulubionej strzydze, a nie kolejnym dodatkom do towarzystwa z Brzegu. Nie żeby te dodatki były złe lub kiepsko napisane! Brońcie bogowie! Po prostu mam wrażenie, że lepiej bawiłabym się, obserwując sytuację li i tylko z punktu widzenia sarkastycznej Sabinki – ale może dlatego, że już mi dalej do studentów i z zasady nie lubię krwiopijców.

W świetle nocy stanowi na pewno doskonały początek przygody z nienormatywnymi dla tych, którzy ich jeszcze nie znają, bo nie ma szans, by nie pokochali standardowego Milenowego pierdolca i nie zapragnęli jeszcze więcej! Tylko jakby co, to ostrzegam, że Sabinka wciąga – i nie tylko pierniczki! Uważajcie też na nisko latające wampiry i ganiające samopas czupakabry!

 Milena Wójtowicz, W świetle nocy, wyd. SQN, Kraków 2024.