czwartek, 17 sierpnia 2017

Cathia Polconowa

Od wieków nie było mnie już na Polconie - mój ostatni to ten w Bielsku-Białej, ale najczęściej nie zgrywają nam się terminy. Tak to jest, jak się pracuje podczas sezonu letniego i zarabia kasę na przeżycie zimy, która - jak wiadomo - nadchodzi (a przepraszam - spoiler alert - nadeszła). Tym razem jednak się udało utrafić i pojadę sobie na Polcon.

Jak wiadomo, jeśli Cathia jedzie na Polcon, to nie po to, by sobie po nim radośnie pochodzić. Tym razem zapraszam na trzy punkty programu i choć mam wrażenie, że rozpiska może się nieco zmienić (podobnież zakładano umiejętność bilokacji kilku osób), to przynajmniej zarzucę Wam, czego możecie szukać.

O ile zdążymy się przygotować, ponieważ nie uznano za właściwe poinformować potencjalnych prelegentów specjalnie wcześnie - ja otrzymałam informację, że wszystkie punkty weszły dopiero po tym, jak zaczęłam narzekać na FB. Uznano, że brak potwierdzenia to potwierdzenie. Brawo. Dzisiaj opublikowano program, a do konwentu został tydzień. Wiem przynajmniej o jednym przypadku, który się z tabeli programowej dowiedział, że ma prelekcję.

Ale co tam - sen jest dla słabych...

Służby specjalne zawsze lojalne... w Star Wars też! - z Ithilnar
pt. godz. 13:00, blok komiks-film

Pojawienie się białych mundurków zawsze jest oznaką kłopotów, niezależnie od tego, z reprezentantami których służb mamy do czynienia. Wywiad wojskowy i Imperialne Biuro Bezpieczeństwa bez wątpienia potrafią zadbać o to, by Imperator spał spokojnie, a obywatelom żyło się dostatnie. Chcecie poznać szczegóły? Zapraszamy, ale nie miejcie do nas pretensji, jeśli ktoś w środku nocy zapuka do Waszych drzwi…

Grzechy śmiertelne ostatnich sezonów Supernatural
pt. godz. 18:00, blok komiks-film

Weź dwóch znakomitych głównych bohaterów. Weź mnóstwo rewelacyjnych bohaterów drugoplanowych. Zaplanuj doskonale rozpisany główny wątek na wiele sezonów. Pisz świetne odcinki z Potworami Tygodnia. Powtarzaj to przez dwanaście lat. Co może pójść nie tak? Niestety, wiele. Cathia zaprasza na subiektywny wybór najważniejszych powodów, dla których nawet zapalony fan serialul powoli może mieć już szczerze dość.

Co Ty wiesz o Imperium... młody Skywalkerze?  - z Ithilnar
sob. godz. 15:00, blok komiks

Wybitnie wredny i złośliwy tendencyjny konkurs wiedzy o Imperium. Obiecujemy katowanie bohaterami czwartego planu, odpytywanie o synów Imperatora i słuchanie nagrań, które zawsze tam gdzieś umykały… Stary i nowy kanon. Gotowi?

Z góry zapraszamy! 

A na koniec wrzucę Wam zdjęcie z jakiegoś randomowego Polconu... Bo dlaczego nie? :)


O, na przykład cathiowe zdjęcie z Bobą Fettem :D

niedziela, 16 lipca 2017

Na rozdrożach...

Od kilku sezonów twierdzę, że najwyższy już czas na pozbycie się C2, jako że postaci się zdecydownie ograły i przede wszystkim nie miały żadnego sensownego storyline’a. Jeśli nowy showrunner rzeczywiście pragnie wrócić do korzeni, wycięcie w pień wszystkich pobocznych bohaterów było jedynym sensownym rozwiązaniem.

Kolejny sezon zacznie się zatem bez Castiela, który do pewnego czasu robił jako sensowny sidekick, jednak od sezonu dziewiątego był po prostu rozlazłą amebą, w dodatku po pewnym czasie spędzonym na Ziemi nie mającą żadnego sensownego usprawiedliwienia na swój brak ogarnięcia. Teraz Castiel włóczył się głównie z miną zrozpaczonego szczeniaczka, zupełnie nie rozumiejąc rzeczywistości i na jego widok dostawałam już lekkiego załamania nerwowego. Na chwileczkę odzyskał w ostatnim sezonie swój badass factor, ale to były ostatnie podrygi konającej ostrygi. Zginął też tak jak zapewne pragnąłby odejść – broniąc Winchesterów. Kupuję to i jestem szczęśliwa.

Cholernie przykre jest to, że równie cieszy mnie fakt zejścia mojej najukochańszej postaci SPNowej, czyli Króla Piekła. Kochałam Crowleya całym moim zwyrodniałym serduszkiem i jak sami wiecie, z niemą rozpaczą obserwowałam to, co z tą postacią robiono przez ostatnie kilka sezonów. Od dopisania mu uzależnienia od ludzkiej krwi po mamusię wiedźmę Crowley był systematycznie coraz bardziej upupiany i zatracał swoją wyjątkowość. Jasne, ktoś mógłby powiedzieć, że po prostu dorastał, zmieniał się pod wpływem Winchesterów. Ale cały urok jego postaci nie polegał na byciu fanboyem Deana Winchestera! Polegał na byciu zimnym kalkulującym skurwysynem i takim go kochaliśmy. Wisienką na torcie był już tylko odcinek z Ramielem, kiedy to dowiedzieliśmy się, że Crowley został Królem Piekła, bo był pod ręką. Zniszczono tym samym olbrzymi element kanonu, stanowiący tak wielki fragment niesamowitości tej postaci. Nie zostało naprawdę nic. Może poza charakterystycznym „Hello boys”. Ale ile można jechać na jednym przywitaniu?

Tak, powtórzę – cieszy mnie, że nie zobaczymy już Crowleya na ekranie i uważam, że jego odejście było napisane znakomicie -  na własnych warunkach, chociaż bardzo żal mi wycięcia absolutnie rewelacyjnej kwestii „Even when I lose, I win.” Ale to może być, niestety, spowodowane sposobem, w jakim rozstano się z Markiem Sheppardem; z tego, co dało się zaobserwować w social media, sposobem raczej nieprzyjemnym. Mark nie jest specjalnie cierpliwym człowiekiem, to prawda, ale nie sądzę, by w przypadku jego „być albo nie być” pyszczył do producentów serialu, który daje mu na chlebek. Wycięcie linijki, która była zasadniczym elementem kampanii charytatywnej, linijki niejako pożegnalnej to raczej paskudne posunięcie i tak się zastanawiam, czy to przypadek czy działanie zamierzone. Zamierzonym na pewno było próbowanie ugłaskania komunikatów poprzez zapewnienia, że scenarzyści czy producenci wiedzą, gdzie go znaleźć. Patrząc po dość emocjonalnej odpowiedzi, to się nie wydarzy. Sheppard nie będzie już jeździł również na konwenty firmy Creation, co naprawdę stawia wiele pytań... Szkoda. Paskudny koniec pięknej przygody.

Cieszy mnie jednak to, że ewidentnie wracamy do SPNa, w którym wszyscy mogą zginąć. Finał tego sezonu, choć u większości fanów wywołał palpitacje, u mnie spowodował westchnienie ulgi. Liczę, naprawdę liczę na to, że zarówno Mary Winchester, jak i Lucyfer już po prostu nie wrócą (nie wspominając już o Rowenie). Zamknijmy ten rodział, wyjątkowo przecież nieudany. Powrót Mary był zupełnie bez sensu, Lucyfer w ciele Nicka jakby ciekawszy, ale też... tak nie do końca. W ogóle wypuszczenie go z Klatki w poprzednim sezonie tak paskudnie zaprzeczyło wymowie sezonu piątego! No ale dostaliśmy, co dostaliśmy. Pożegnajmy się. Zanim znienawidzę również Lucyfera, chociaż kocham przecież Marka Pellegrino.

Dostaliśmy przecież zło nowe, zło nieprzewidywalne. Obecnie wiemy tylko, że nefilimowie to straszliwe zagrożenie dla świata, nie wiemy jednak dużo więcej. Może prawdą jest, że można nim pokierować tak, by ciągle zła pragnąc, ciągle dobro czynił. Może wcale nie jest wszechmocny, może to tylko plotka. Nie chcę już powrotu Ciemności, silniejszej siostry Boga. Nie chcę powrotu Boga. Niech to zagrożenie będzie tajemnicze, bo to daje takie piękne możliwości fabularne. 

Supernatural stoi w tej chwili na rozdrożach. Oby poszedł w dobrą stronę, bo zdecydowanie ma ku temu sposobność...

środa, 31 maja 2017

Coś się skończyło... ale coś się zaczyna...

Wreszcie nadrobiłam i finał, bo w sumie nawet byłam już ciekawa, co się w jakich okolicznościach wydarzyło. Kiedy jest się na Twarzoksiążce, ciężko, naprawdę ciężko unikać spoilerów, zatem dwie główne śmierci miałam już obczajone… Wiem, mam cztery odcinki zaległości, ale nie będę się już bawiła w pojedyncze recenzje, spróbuję swoje wrażenia zamknąć tutaj. Pozwolicie, że popełznę punkt po punkcie, tak łatwiej.

1. Bracia

Sam i Dean znaleźli się w punkcie, w którym są co sezon – ratowanie świata. Co mi się tutaj jednak podobało, to fakt, że pracują jako zespół, nawet jeśli jeden zostaje w Bunkrze, a drugi rusza zbawiać Amerykę. Wreszcie doczekaliśmy się sensownej braterskiej akceptacji i to nie rozwiązań samobójczych, jak to było już wcześniej. Piękna przemowa Deana do młodszego brata, kiedy przyznaje, że ten dorósł do tego, by zostać przywódcą, to chyba jeden z najładniejszych momentów tych kilku odcinków. Przyznanie, że był dla niego ojcem i matką podczas psychicznego połączenia z Mary też nie było odkrywcze, ale miło to usłyszeć od Deana, który najszczerszy bywa chyba tylko z butelką. Chłopcy nareszcie dorośli. Mam szczerą nadzieję, że zostanie im tak na stałe, a nie w wyniku ranta po rozlicznych odejściach zmieni się znowu w braterski angst. Proszę, zatrzymajcie tę nową lepszą jakość!

Potrójny uścisk winchesterowy.

A przy okazji – bardzo mi się podobało to, że inny wymiar to świat bez Winchesterów. W końcu bez nich nikt by świata nie uratował. Nawet Bobby Singer i Rufus Turner.

A wrzucam Bobby'ego, bo jego teraz rzadko mogę umieścić.

2. Mary Winchester

W tym przypadku powiem tak – mam nadzieję, że przejście do drugiego świata jest zamknięte na dobre. Przywrócenie Mary dało kilka okazji do dramy, mniej lub bardziej ciekawej, jednak jeśli było przewidziane na straszliwe wręcz udręki fabularne w tych ostatnich odcinkach, to przykro mi, ale zupełnie mnie nie wzruszyło. Może kiedyś scenarzyści mieliby na tyle jaj, by zmusić chłopców do odstrzelenia własnej matki w samoobronie, teraz byłam już tylko pewna, że w końcu komuś uda się ją przywrócić do stanu normalnego. Nie powiem, uścisk na końcu Who We Are naprawdę mnie wzruszył, ale to nie mogło potrwać zbyt długo. Prześliczna była natomiast scena z Kelly – nie wiem, czy Mary orientowała się, że dziewczyna naprawdę umiera, ale tego mi najczęściej brakuje w serialowych/filmowych porodach – mniej wrzasków i parcia, a trochę takiego babskiego porozumienia, na którego zasadzie poród był dawniej rzeczą niewieścią. Nie wiem, czy potrafię to jasno wyrazić, ale zdecydowanie polubiłam panią Winchester za ten moment. Niespecjalnie podobał mi się już fakt, że znowu kolejny członek familii znalazł się gdzieś tam uwięziony z Lucyferem, szczerze wolałabym, żeby to był koniec. Zresztą, najprawdopodobniej jest, choć poza ekranem.

Swoją drogą, jak tak patrzę na brzuszek Kelly w niektórych ujęciach, to jej dziecko to nie nefilim. To alien.

3. Castiel i Crowley

Załatwiam C2 w jednym punkcie, bo oni obaj na wysokości sezonu dwunastego osiągnęli moment, w którym albo należałoby drastycznie zmienić sposób ich pisania, albo wykończyć. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że to faktycznie nastąpi, naprawdę. I przyznam szczerze: nie rozpaczam. Nie rozpaczam ani trochę, choć spodziewajcie się tutaj długiego następnego posta na temat Crowleya i markowego rozstania z serialem. Najwyższy czas. Podoba mi się również to, jak ich sceny napisano. Crowley, jeśli odchodzi, to na własnych warunkach. Wie, że spieprzył sprawę, zdaje sobie sprawę z tego, że to jego własna duma doprowadziła do obecnej sytuacji, więc on jest tą osobą, która powinna ją naprawić tu i teraz. Bardzo, bardzo brakowało mi tej wyciętej Markowi linijki „Even when I lose, I win”, ponieważ pasowałaby do tej sytuacji naprawdę doskonale. Ale o tym sobie jeszcze powiemy następnym razem. 

Mimo wszystko nie jestem w stanie wrzucić umierającego Crowleya, więc moment przed...

Co do Castiela… Zginął, broniąc tego, co poprzysiągł uratować – Jacka, Kelly, Winchesterów, świat… Owszem, ta śmierć nie jest ładna, nie z bronią w ręku, wydaje się wręcz przypadkowa, jednak… to tak bardzo pasuje. Nie zawsze odchodzi się w glorii i chwale, wjeżdżając cały w bieli… Nie, najczęściej jest to cios w plecy wtedy, kiedy się tego nie spodziewamy i ja w pełni tę śmierć akceptuję. Jeśli fani rzeczywiście wywalczą prośbą i groźbą powrót Mishy, to… Nie. Nie przestanę oglądać, ale to paskudnie zaprzeczy temu, jak to pokazano. Jak w przypadku Gabrysia i jego chwilowego pojawienia się w Metafiction. Gratuluję Andrew Dabbowi, że był w stanie wreszcie wykończyć obu panów. Szkoda mi, bardzo mi szkoda, ale rozpaczałabym na wysokości sezonu 6. Teraz po prostu przyszła pora.

Skrzydła, panie i panowie. To ostateczne w tym uniwersum. Chyba że znowu zlekceważą mitologię.

4. Brytyjscy Ludzie Pisma

W ostatnich odcinkach pokazali, jak bardzo są niekompetentni i tak naprawdę wycierają sobie gębę tym ratowaniem świata, tak naprawdę mają jego dobro w odwłoku. Układy z demonami niezgorsze niż Winchesterowie – ogar od Crowleya? Doskonałe namiary na jego siedzibę? Wiedzą, że więzi Lucusia i nie robią nic, by się pozbyć problemu? Od początku sezonu twierdzę, że to najgorszy pomysł fabularny i to się nie zmieniło – Ludzie Pisma zostali wprowadzeni bez sensu, bo jako ta niesamowita organizacja walcząca ze Złem są o kant tyłka potłuc… Mają arsenał, mają wiedzę, ale nie potrafią się zupełnie dogadać z nikim. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam? Ten kretyński zwyczaj pozbywania się swoich ludzi, by udowodnić, że jest się lojalnym? Zmądrzeli wprawdzie nieco, bo baza była broniona – albo w końcu przestali sępić na najemników, albo zaimportowali kilku panów z Wysp, ale jednocześnie ta świetna baza, pełna wyszkolonych ludzi pada pod naporem kilku amerykańskich łowców… seriously? Nie no, ja się cieszę, że chociaż Jody przeżyła tę masakrę (Eileen, chlip…), ale za prosto to poszło, za prosto… czy w przyszłym sezonie panowie znowu będą stawiać czoła Ludziom Pisma? Nowej inwazji? Kończcie, wstydu oszczędźcie…


5. Lucyfer i jego potomek

Lucyfer nie zaskakuje, idzie jak czołg i eliminuje wszystko, co jest w stanie mu zagrozić. Zresztą, nie tylko jemu, ale i nefilimowi. Mało w tym finezji, ale w sumie on nigdy nie był subtelny. Uczy się też na błędach, o czym świadczy chociażby spopielenie ciała Roweny, choć kto wie, czy stara wiedźma nie miała czegoś w zanadrzu (choć należała jej się śmierć na ekranie, naprawdę! nie żebym ją nadmiernie lubiła, ale zasłużyła, plus ten sezon wreszcie zaczął nieco pogłębiać jej postać). Cieszy mnie jedynie to, że gra Mark Pellegrino, ponieważ on naprawdę wymiata przy tych minach i sarkastycznych uwagach… Martwi mnie jedynie, że może będzie potrafił powrócić do właściwego wymiaru, w końcu to nie było takie trudne, skoro losowi aniołowie znali recepturę przejścia. Ale może nie. Może w tym innym wymiarze poprowadzi Piekło przeciw Niebu i będzie rządził, urągając swemu Ojcu. Zobaczymy. Z Winchesterami pozostaje jednak Jack, który jest zagadką. Z jednej strony to on właśnie ułożył udręczone ciało swojej matki w pozycji, w jakiej zastaje ją Sam, ale jego ślady pozostawione na podłodze sugerują, że jest wynaturzeniem niegodnym nawet tego, by kroczyć po tej Ziemi. Naprawdę ciekawa jestem, w którą stronę to pójdzie…

A tutaj niemalże brakowało mi "The Hills Are Alive With The Sound of Music"...

6. Nawiązania rozmaite

Te kilka odcinków dało nam naprawdę przyjemne nawiązania do poprzednich sezonów i tych rzeczy, których w serialu już od dawna nie widzieliśmy. Kiedy Alex mówi do Jody „Kick it in the ass”, a chłopcy przerzucają się tradycyjnym „Bitch! Jerk!”, mnie mimowolnie pojawia się na twarzy uśmiech. Bo te elementy tak ładnie tutaj pasowały, wcale nie były na siłę. Nieco większy mam problem z nawiązaniami do The French Mistake – chociaż „ten wymiar, gdzie byłeś Polakiem” wywołuje u mnie spory uśmiech. Crowley, wydobywający się z grobu, w którym pochowali go jego dawni podwładni to przecież taka ładna referencja do Lazarus Rising i deanowego powstania z martwych… Dean wreszcie używa swojego wyrzutnika granatów! Poczułam się dopieszczona, ale nie rozpuszczona.




Właściwie tak jest z całym tym finałem… Jest… ładny. Jako fan czuję się uszanowana, nie przeszkadza mi ubicie tak wielu postaci, choć z drugiej strony takie to smutne, że wydarzenia na skalę kosmiczną nic im nie zrobiły, trzeba było Lucyfera… Jednak patrząc na mitologię serialu i jego początki ma to swój karkołomny sens. 

piątek, 5 maja 2017

Dobrymi chęciami...

No proszę, proszę, jednak dało się coś wyciągnąć z tej straszliwej melepety, jaką stał się w kilku ostatnich sezonach Castiel… tyle że trzeba było do tego aż dziecka Szatana. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, jest to jedna wielka ściema – chyba że scenarzyści mnie czymś zaskoczą, ale szczerze wątpię.

A Cas przy okazji przypomniał sobie, że ma jakieś moce i może ich używać... 

Teoria – Kelly umarła w wannie, pozostało zaledwie jej ciało animowane przez nefilima, któremu ono jest przecież niezbędne do funkcjonowania. Albo to ja, albo to kąpiel, albo jej rysy twarzy jakby się zmieniły, złagodniały, jakoś brakuje mi w nich jakichkolwiek emocji. Dzieciątko zapewne byłoby odporne na moce anielskie próbujące do zabić i na przejście do Nieba, a mogłoby tam narobić wielkiego bajzlu…




Pożegnaliśmy również Dagon – w sumie niewielka strata, bo straszliwie mnie już drażniła. Aczkolwiek przynajmniej poznaliśmy jej motywację – pozycja u boku Lucyfera i jego syna. No cóż, zawsze to lepsze niż ślepe posłuszeństwo. Szkoda tylko, że zdążyła zniszczyć Colta – tego wybaczyć się nie da. Ja rozumiem, że należy chłopaków pozbawiać aż takich magicznych zabawek, ale dlaczego w takim razie w ogóle powrócił? Dlaczego nie zabrali go Ludzie Pisma w ostatnim odcinku? Zagranie na fanowskich sentymentach? Bezsensowne straszliwie, obawiam się…

Najbardziej traumatyczny moment odcinka...

Wiem, że strasznie skrótowo dzisiaj, ale mam to nadrobienia jeszcze odcinek, a mało mało czasu – szybciutko wrzucę ostatnią rzecz, z którą mam duży problem – pytanie zadane chłopcom przez Casa – „Czy którykolwiek z was mógłby zabić niewinnego człowieka?” Jakby ci to, chłopie, powiedzieć – cały czas to robią – czym dziecko Lucyfera różni się od przeciętnego demona? A opętanych przez te demony Winchesterowie szlachtują bez wahania.



Wizualnie przepiękny odcinek – te wszystkie ujęcia przez soczewki i inne okręgi – byłam absolutnie zachwycona, ale w końcu to Amanda Tapping. Jeśli jednak chodzi o scenariusz… Yyyy, niekoniecznie. Oby było lepiej.


Supernatural 12x19 The Future, scen. R. Berens i M. Glynn, reż. A. Tapping, wyst. J. Padalecki, J. Ackles, M. Collins, M. Pellegrino i inni.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Angielskie zło nie zawsze jest stylowe!

Hmmm, znowu miałam atak jasnowidzenia – dręczony wyrzutami sumienia Mick wreszcie postawił się swoim mocodawcom i pod wpływem światłego przykładu braci Winchesterów postanowił się nawrócić i przestać mordować wszystko jak leci w imię zasad, a raczej Kodeksu Ludzi Pisma. Nie wiem, za mało tej postaci, żeby jej zmiana kolorów obchodziła mnie w jakikolwiek sposób i żeby była wiarygodna. Zwłaszcza w kontekście pierwszej próby, jakiej był poddany – zabicia swojego przyjaciela, bo przecież musi być tylko jeden. No cóż, zatem mamy teraz w Stanach Zimną Sucz ™, która wypowiedziała wojnę wszystkim łowcom w Ameryce i stylizuje się na Dolores Umbridge. Powodzenia życzę.

 A gdyby się ktoś nie zorientował, że to zła postać, to nawet jej rogi wyrastają...

Nie wiem, nie kupuję Ludzi Pisma, zwłaszcza w tym konkretnym posunięciu. Rozumiem, że mają taki a nie inny sposób postępowania, dzięki któremu wyrżnęli wszystkie potwory w Wielkiej Brytanii i teraz chcieliby wrócić na ziemie dawnych kolonii. Skoro jednak dotychczasowe metody nie działają, może należy spróbować innych, zwłaszcza iż podstawowy sukces – zwerbowanie braci W. w gruncie rzeczy zadziałało. Innymi słowy: Ludzie Pisma odsłonili przyłbicę i cieszy mnie to tylko w jednym konkretnym kontekście – nareszcie wiadomo, że chodzi o całkowite przejęcie kontroli nad zwalczaniem zła na kontynencie północnoamerykańskim. A jak to powiedziałam, nasuwa się kolejne pytanie: ALE WŁAŚCIWIE PO CO? Czyżby walka ze złem była aż tak intratna? Czyżby oznaczała również jakąś nieokreśloną władzę? No chyba raczej nie. W dodatku, jako że brytyjscy Ludzie Pisma pojawili się w serialu dopiero na tym etapie, poważnie rozważam ich kompetencje – co robili, jak działa się Apokalipsa? W końcu z ich zasobami i z ich wiedzą powinni na równi z aniołami starać się zapobiec łamaniu pieczęci. Powinni walczyć potem z lewiatanami. Nie. Siedzimy i patrzymy. Z litości nie będę tutaj rozpatrywać genialnych metod szkolenia Brytoli, bo mi wszystko opadło. Nie ma to jak wyrzynać za młodu obiecujących potencjalnych kandydatów… Bo po co nam bibliotekarze czy naukowcy, my chcemy zabójców… Matko Boska Sheppardowska, takie to wszystko na siłę.

No i sam fakt, iż nagle zainteresowali się potencjalnym problemem: nefilimem! Teraz żeście się, dzieciaczki, obudzili? No cóż, nefilimem to się nagle wszyscy zainteresowali, nie bez powodu, dzieciątko się rozwija, niedługo przyjdzie na świat. Czy tylko mnie drażni „opiekuńcza” Dagon na początku odcinka? To demony, nie ochronka, do jasnej cholery. Przyznaję, ze końcówka była już bardziej sensowna i teraz się zastanawiam, jak to zostanie rozwiązane – co, nagle Kelly stwierdzi, że nie chce tego dziecka? Albo zarzuci sentymentalnym tekstem w stylu „Ja umieram, ale zaopiekujcie się maleństwem”. Przyznam, że stworzyłoby to całkiem ciekawy dylemat moralny dla chłopaków, ale wtedy zapewne wkroczyłoby Niebo. Które – jak wiadomo – pojawia się tylko wtedy, jak go absolutnie nie trzeba, bo silny kontyngent janielski przydałby się w tej sytuacji, więc go –rzecz jasna – nie było…

Kurczę, podoba mi się Dagon. Ale nie w wersji dobrej cioci.

Lucyfer knuje i jakoś mnie to specjalnie nie dziwi. Mam tylko nadzieję, że Crowley zdaje sobie z tego sprawę, bo ta jego poza „Jam władca, a to mój pies Lucyfer” jest tak idiotyczna, że aż boli. Jeśli rzeczywiście jest kilka kroków przed przeciwnikami, to szczerze liczę na to, że eksperyment usuwania zabezpieczeń z komórek Nicka przeprowadzany jest całkowicie pod jego kontrolą, a wystawienie Lucyfera przez jego „wiernawych” poddanych to przemyślana akcja wyłapywania tych, którym się marzy zmiana na tronie. Strasznie boli mnie jedno: siakieś takie groteskowe przedstawienie Króla Piekła, które mnie trochę drażni, bardzo biernego Króla Piekła. On też powinien być zainteresowany znalezieniem Kelly, w tej kwestii powinien współpracować z Winchesterami, tymczasem… nic. Zabawa Lucyferem fajniejsza. Pozostaje mi mieć zatem cichą nadzieję, że to część wielkiego planu, bo Crowleya mi wystarczająco spaskudzono w tym sezonie.
A przy okazji – zastanawiam się, co takiego odwaliła Dagon, że Lucyfer ostrzega ją, by nie zawiodła go po raz kolejny…

Mark Pellegrino, swoją drogą, cudownie gra Lucyfera. Nawet jak scenariusz szwankuje.

Nad Mary i Ketchem nie będę się specjalnie rozwodzić, bo ich przespanie się było zaledwie kwestią czasu. Zastanawia mnie tylko, co stanie się teraz – Ketch zastrzeli Mary i stanie się bardziej niż dotychczas wrogiem braci czy też powodowany pasją przyłączy się do niej, by odeprzeć Ludzi Pisma. Zważywszy, jak łatwo przyszło mu strzelić do Micka, chyba niekoniecznie. Opcja numer 3 – Mary zabije jego, ale wtedy to ja się naprawdę zdenerwuję.

Fajne było to, że pokazano zdjętą obrączkę Mary.

Cieszy mnie straszliwie powrót Colta w łapki chłopaków. Mam nadzieję, że będą go raczej nosić przy sobie, bo najazd Brytoli na Bunkier wydaje się tylko kwestią czasu, o czym wiemy już od momentu wejścia tam Micka.

Oł maj Czak...

Mam problem – teoretycznie odcinek wypełniono akcją po brzegi, ale z drugiej strony niech coś się wreszcie zacznie dziać! I nie w kategoriach „Ponieważ Cathia narzeka na brak śmiertelności wśród bohaterów, odstrzelimy Eileen. Bo odpowiednio czwartoplanowa…”. Lubię Eileen. Strasznie mnie cieszy jej powrót, ale obawiam się, że jej przyjaźń z Samem zbyt dobrze nie wróży…


Supernatural 12x17 The British Invasion, scen. E. Ross-Leming i B. Buckner, reż. J. F. Showalter, wyst. J. Padalecki, J. Ackles, M. Sheppard, M. Pellegrino i inni.

piątek, 21 kwietnia 2017

Pyrkon 2017 a sprawa cathiowa - post informacyjny

Pyrkon już za tydzień, ja właśnie żyję w szale dorabiania towaru na stoisko i wymyślania ostatniej prelekcji, a w międzyczasie jeszcze próbuję nadrabiać zaległości towarzysko-serialowe (no dobrze, łżę jak Dean Winchester, te pierwsze nadrobię w Poznaniu). Jakby ktoś chciał mnie jednak posłuchać i zobaczyć w ten piękny weekend prawie-że-majowy, to poniżej znajdziecie malutką rozpiskę.

Tak wyglądała kolejka na prelkę w zeszłym roku... Co poniektórzy kazali mi w niej stać :D


Co Ty wiesz o Winchesterach? – piątek 28 kwietnia, godz. 20:00, sala konkursowa 2
Czy pamiętacie już, czego zapomnieliście w zeszłym roku? Tym razem znowu czekają na Was cytaty, zdjęcia, filmiki, a także mordercze pytania okołoserialowe. Znacie numer rejestracyjny Impali? Na pewno. Pamiętacie datę urodzenia Deana? Nie wierzę, że nie. Wymienicie co najmniej piętnastu łowców pojawiających się w serialu? Świetnie! Przychodźcie na konkurs.

Zeszłoroczny końkurs. Fotę dostałam od Chomika, ale jest przekazana i nie wiem, kto ją popełnił :(

Jak utrzymać władzę nad Galaktyką? Tego nie rób! – sobota 29 kwietnia, godz. 12:00, sala filmowo-serialowa – prelka we współpracy z Ithilnar
Imperium niepodzielnie panuje nad Galaktyką. Dysponuje wspaniale wyszkoloną kadrą oficerską, najlepszym sprzętem i flotą. Jednak nawet w tak wielkiej machinie znajdzie się jakiś wadliwy element, który może zepsuć wszystko. Jeśli chcesz utrzymać władzę nad Galaktyką, powiemy ci, czego NIE robić. Ithilnar i Cathia zapraszają na wstępne szkolenie dla tych, którzy chcieliby podążyć śladami Imperatora Palpatine’a. Wszystkich sympatyków Imperium gorąco zapraszamy! Rebeliantów – w ostateczności – będziemy tolerować. Albo przedstawiać na nich co ciekawsze pomysły scenarzystów i autorów zarówno starego, jak i nowego kanonu.

Ale jaja! Easter eggi w serialu Supernatural – niedziela 30 kwietnia, godz. 10:00, sala filmowo-serialowa
Twórcy SPNa puszczają do nas oczko niemal w każdym odcinku - a to aluzją w dialogu, a to małym elementem scenografii... Które jajeczka wielkanocne mają coś wspólnego z fanami? Które nawiązują do życia prywatnego aktorów? Które są po prostu naprawdę dobrym dowcipem? Przyjdźcie i pośmiejcie się razem z Cathią, podziwiając kreatywność serialowej ekipy.

No cóż, jestem dziwnie przekonana, że na prelkę niedzielną dotrą tylko najwytrwalsi albo ci, którzy nie będą chcieli posłuchać Sebastiana Roche, bo go dano równocześnie, zapewne w ramach sabotażu :D

I prelka zeszłoroczna. Ja i Kain - to brzmi dumnie.
Fotka autorstwa Joli :)

Przy okazji – będę również cały czas na stoisku (mapka poniżej) wraz z Beatą i jej Biżuterią Tematyczną, więc zapraszam na pogaduchy i zakupy :)



czwartek, 20 kwietnia 2017

A może by tak wstrząs zamiast tęczy i jednorożców?

Nadrabiam powoli zaległości, nie mam jednak czasu na pisanie bardzo długich notek, więc z góry przepraszam za krótsze opinie na temat ostatnich odcinków. Może i to w sumie lepiej, że nie będą zbyt długie, bo właśnie trafił mnie… no dobra, nie szlag. Lekki piorunik podszyty pewną goryczą.

Historia w Ladies Drink Free na pewno nie była wybitna, więc próbowano nam ją urozmaicić na dwa sposoby, niestety, takie, które mi wyjątkowo nie leżą. Pierwszy – Claire Novak. Drugi – Mick Davies, czyli facet pt. A już myślałam, że niczyja twarz mnie tak nie wkurza jak Castiela. Możliwe też, że jestem okrutna, bo po prostu nie lubię wilkołaków, ale przecież da się z nimi napisać dobre odcinki, jak chociażby Heart czy Sharp Teeth.

Jak sprawić, by Cathia bardzo chciała końca odcinka...

Nie kupuję zupełnie tego, że chłopcy nadal współpracują z Mickiem po tym, co wydarzyło się w szpitalu, że w ogóle dają mu drugą szansę. Jasne, jego wiedza pomogła ocalić Claire (o tym za chwilę), ale postępowanie Anglika to kwintesencja tego, co w tym serialu dotychczas serwują nam brytyjscy Ludzie Pisma: kłamiemy na potęgę i wmawiamy wam, że to dla waszego dobra. No niespecjalnie. Przykra krótkowzroczność w wydaniu chłopaków, bo jeśli raz skłamał w takiej sprawie, w jakiej skłamie później?

Zdenerwuję się nieco, jeśli Mick nagle przeżyje duchowe oświecenie w towarzystwie Winchesterów i nagle porzuci zdrożne drogi Ludzi Pisma i stanie się wzorowym pomocnikiem łowców, a może jeszcze zamieszka w Bunkrze? Wierzcie mi lub nie, bardzo liczyłam na to, że mikstura podana Claire będzie tak naprawdę trucizną – przecież wiadomym było, iż może nie zadziałać. Zbrodnia idealna. I dla mnie Davies powinien właśnie tak postąpić… Chyba naprawdę zaczynam tęsknić za postacią naprawdę złą i wyrachowaną, skoro odebrano mi takiego Crowleya, a Lucyfer po początkowej rozkrętce siedzi u stóp obecnego Króla Piekła… Jedyną szansę upatruję w tym, że ze strony Micka może być to zaledwie gra. Oby!

Marna to jednak pociecha, jako że serial zdecydowanie odszedł od swoich pierwotnych założeń, które mówiły, iż każdy może w nim umrzeć, w końcu zeszło się nawet wielokrotnie bohaterom. Sprawiały, iż widz wcale nie był pewien, co się tak naprawdę stanie w tym lub innym odcinku i do dzisiaj pamiętam, jak zdenerwowana byłam przed obejrzeniem The Sacrifice, bo na tym etapie wszyscy ginęli – nawet Bobby i Rufus, chlip chlip. Oczywiście, postaci nadal giną, ale te główne nagle otrzymały coś, co bardzo boli – Tarczę Fabuły spreparowaną przez Imperatyw Narracyjny. I choć przez chwilę miałam nadzieję na zejście Claire, to jednak nie. Już nie. Może sobie odjechać w nieznane, wyposażona do łowieckiego życia jak trzeba – w końcu ma już koszulę w kratę i szrot ze złomowiska, podstawy bycia pogromcą potworów. Jasne, nigdy jej nie lubiłam, odetchnę z ulgą, kiedy nam wreszcie zejdzie z ekranu, ale myślę, że nie tylko ja odczułam rozczarowanie, kiedy wątek skończył się tęczą i szczeniaczkami.

Kupowałam polowania w wykonaniu Jo... Claire... już nie bardzo.

Było w tym odcinku kilka dobrych momentów – chociażby odwołanie do Hogwartu czy Downton Abbey, ale ogólnie oglądałam go bez większych wzruszeń. Szkoda. Zobaczymy, co dalej… Może do niedzieli nadrobię…


Supernatural 12x16 Ladies Drink Free, scen. M. Glynn, reż. A. Kaderali, wyst. J. Padalecki, J. Ackles, A. Fergus, K. Newton i inni.