Lubicie okres świąteczny? Dla części z nas to szansa, by usiąść i odetchnąć, oczywiście tuż po tym, jak spotkamy się z rodziną i ją nakarmimy albo na odwrót – to my zostaniemy nakarmieni. A kiedy już zalegniemy jak te niedźwiedzie w gawrze, możemy sięgnąć po jakąś książkę, makowczyk lub inny serniczek i po prostu oddać się słodkiemu lenistwu połączonemu z czytelnictwem. Nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale mnie całkiem nieźle wchodzą też powieści „okołoświąteczne”, choć ostatnio w ramach oszczędności (także miejsca) postanowiłam sobie jednak dać na wstrzymanie. Kiedy jednak moja ulubiona czwórka autorek ponownie łączy siły, a upragniona książka wlatuje do mnie w ramach prezentu, jest to po prostu spełnienie marzeń!
Cztery trupy w barszczu już nie tylko tytułem, lecz i
tekstem na okładce informują nas, że „Każde święta mają swoją magię, a każda
bohaterka swojego trupa”, więc doskonale wiemy, na czym tym razem skupiły
się moje ulubione autorki UF: Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena
Kubasiewicz i Milena Wójtowicz – będzie kryminalnie, a nawet krwawo (w kocu ten
barszczyk zobowiązuje...). Można podsumować to jednym słowem – idealnie. A może
nawet wpadniemy do kogoś znajomego?
I tak w przypadku Jak długo mieszać bigos? Marty Kisiel rzeczywiście spotykamy ekipę związaną z pewnymi nietypowymi paniami, skrywającymi swą prawdziwą naturę, Kirą, Filomeną i Tomirą, a także ich partnerami i przyjaciółmi. Cała paczka zamierza spędzić Święta w dosyć klimatycznej miejscówce, żeby zrobić przyjemność Sebie, pragnącemu bardzo nietypowego prezentu: LARPa w klimacie pewnej powieści. Niełatwo do tego jednak przekonać kochanych przyjaciół, zwłaszcza tych, którzy ewidentnie nastawiają się mocno świątecznie i nawet choinkę przywieźli! Zresztą, co tam choinkę – jedzonko też! I nikt nie spodziewa się, że taki bigos doprowadzi do wydarzeń zgoła nieoczekiwanych i z piekła rodem!
Kołtun zimowy Mileny Wójtowicz z Dolnego Śląska
przenosi nas na Mazury, gdzie poznajemy wiedźmę-fryzjerkę, Pati, jej rodzinę i
przyjaciół. Pati jest czarownicą lokalną, szanowaną i znaną w całej okolicy z
tego, że pomocy (zwłaszcza popartej dobrym argumentem finansowym) nigdy nie
odmawia. Jednak niektóre zagadki i problemy wymagają nietypowych interwencji i
rozwiązań, a do tego – oprócz sił paranormalnych – należy zagonić całą społeczność!
Typowym tekstem świątecznym jest historia Anety Jadowskiej Morderstwo
i białe Święta. Oto Greta, policjantka, która prawdopodobnie pożegna się z
czynną służbą (a przecież nie ma w życiu nic innego), zostaje wezwana przez
dawno niewidzianą ciotkę do pomocy w rozwiązaniu zagadki morderstwa w małej
miejscowości, gdzie kobieta niegdyś mieszkała. Na miejscu, prócz zbrodni, czeka
interesujący mężczyzna i odwiecznie zawirowania okołoświąteczne. Pytanie tylko,
czy sama atmosfera, pierogi i ogólne ciepełko zasadniczo rodzinne wystarczą, by
wpłynąć na dalsze życie naszej bohaterki? No i kto jest tym mordercą, kurczaki.
Święta na pełnej hallmarkowej... no wiecie czym... serwuje
nam za to Magdalena Kubasiewicz w Wymarzonych Świętach domowika, dziejących
się w domu Jagody Wilk w Bromierzyku. Po raz kolejny uczennica naszej
specjalistki od klątw, Sonia, wpada na szatański pomysł – tym razem pragnie
przygotować Święta. Jednak nawet uzyskanie zgody Jagi nie gwarantuje
powodzenia, bo do tego należy również przekonać domowika, nie do końca
pojmującego koncepcję dekoracji, nastroju i wszystkiego, co ze Świętami związane.
Co zatem robi Sonia? Częstuje domowego demona kolekcją filmów hallmarkowych, ze
wszystkimi ich wadami, zaletami i tropami... a to może się skończyć...
ciekawie.
Umówmy się, sięgając po antologię zawierającą teksty tych
czterech autorek, nie sposób się rozczarować, bo to solidne rzemiosło w
ukochanym klimacie, nawet jeśli czasami elementy fantastyki są bardzo subtelne.
Mam jednak swoje ulubione opowiadanie, a jest nim Kołtun zimowy – chyba właśnie
ze względu na atmosferę, magiczny klimat tej małej miejscowości, gdzie wszyscy
się znają, i tę cienką granicę między światem rzeczywistym i pozazmysłowym.
Teksty Mileny na ogół kojarzą mi się raczej z humorem i lekkością, a tutaj jest
nieco inaczej i bardzo, ale to bardzo mi to odpowiada. Zdecydowanie chciałabym
przeczytać całą powieść o tych bohaterach, bo jakkolwiek kocham Sabinkę et
consortes, to chwilowo cierpię na ich przesyt. Może kiedyś mi się to
marzenie spełni?
Jest zima, długie wieczory, okres okołoświąteczny... warto, naprawdę
warto usiąść właśnie z Czterema trupami... To opowieści zasadniczo
lekkie i przyjemne, zaspakajające apetyt na magię i klimaty typowo zimowe i bożonarodzeniowe,
których wprawdzie czujemy czasem w tym okresie przesyt, ale też którym warto
się naładować niejako „na zapas”. Miłej lektury – może z kubeczkiem barszczyku
w dłoni?
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena
Wójtowicz, Cztery trupy w barszczu, wyd. SQN, Kraków 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz