sobota, 13 lutego 2016

Klasyka i to dobra... romantyczna taka.

Lubię supernaturalowe odcinki „okazyjne”, bo potrafią tak pięknie wpisać się w całość sezonu, jednocześnie opowiadając swoją „świąteczną” opowieść. Do moich ukochanych należy chyba My Bloody Valentine, w którym chłopcy rozprawili się z Głodem, choć dużą sympatią darzę również A Very Supernatural Christmas (Winchesterowie fałszujący Cichą noc są w okresie świątecznym moim dzwonkiem na komórce). Tym razem mamy również do czynienia z odcinkiem walentynkowym, ale jak to w naszym serialu bywa – brak szczeniaczków i tęczy.



Idealny sposób na spędzenie Walentynek - oglądanie horroru. Chyba jutro dooglądam hammerowe Frankensteiny, bo pewnie nie wiecie, ale ostatnio powrócił mi odpał na Petera Cushinga.

Zawiązanie akcji, czyli mąż romansujący z opiekunką do dziecka to motyw szalenie popularny, więc tu zaskoczenia nie było. Wkrótce jednak twórcy rekwizytów mogli zapożyczyć serduszko z rekwizytorni Gry o Tron (choć tamto żelatynowe Emilia Clarke chyba jednak skonsumowała), bo sytuacja się rozwinęła, a my dostaliśmy nowego potwora. Choć przyznam, że bardzo liczyłam na to, że będziemy mieli zagadkę najbardziej klasyczną z klasycznych czyli zmiennokształtnego. No dobrze, Qareen też w sumie w jakiś sposób był/było zmiennokształtne. Znowu pojawiła się wiedźma i jednak prawda jest taka, że kupuję każdą, która tylko nie jest Roweną. Diaboliczny pomysł sprzedawania śmiertelnej klątwy jako sposobu na rozwiązanie problemów miłosnych mnie zachwycił, bo to takie… cudownie wiedźmowate. Żadnego blebrania o solidarności jajników, jak walimy, to po całości. Mniam.


Całkiem podobał mi się ten test długopisu ze srebrną skuwką.


Gdzie ona kupiła kieliszek tego rozmiaru???

Odcinek był tak bardzo klasyczny, jak tylko się dało i nie da się ukryć, że za takim serialem tęsknię. Chłopcy w motelu, jedynym źródłem informacji pozostał Internet i święty laptop Sama, były ładne ujęcia Impali, była również dama w opałach. Więcej, panowie grali w papier-nożyczki-kamień i Dean wygrał po raz pierwszy w historii! I wprawdzie przypomina mi się, jak obstawialiśmy listę rzeczy, którą scenarzyści odhaczają, to jednak było bardzo przyjemne. Taka formuła nadal się broni i to całkiem nieźle, więc nie rozumiem brnięcia w coraz to bardziej zakręcone wątki fabularne.


Historyczna rozgrywka.

Bohaterem odcinka był, oczywiście, Dean, bo Walentynki zawsze były jego świętem. Ubawił mnie serdecznie, kiedy pojawił się taki schetany jak koń po westernie z malinką na szyi i wyglądał na mocno zużytego. Przynajmniej w tej kwestii wrócił do normy (no i w kwestii fast foodu, jak wiemy). Rozmowa z niewiernym mężem również mi się podobała – Dean był tam starym dobrym Deanem, puszczającym oczka w kwestiach damsko-męskich i nie cierpiący za miliony. W pełni rozumiem Deana, który odciąga klątwę od ofiary, bo ma większą szansę na przeżycie. To też standardowy Dean. Czy już mówiłam, że ten serial broni się bez głupich pomysłów fabularnych? I Kartagina też powinna być zniszczona?


Niestety, żeby nie było nam za dobrze, wrzucono tutaj „skrywane pożądanie” i musiała się pojawić totalnie z odwłoka wyciągnięta Amara. Tak, coś ich łączy, wiemy. Tyle że to Dean mógłby się pokazać Amarze, a nie Amara Deanowi. Znowu mamy sytuację, w której scenarzyści próbują takim a nie innym posunięciem zasugerować coś, czego absolutnie nigdzie indziej nie widać. Dean na Amarę nie leci i żadne tam gadanie o tym, że ma nad nim władzę, tego nie zmieni. Łączy ich Znamię Kainowe. Łączy ich to, że Winchesterowie uwolnili Ciemność. Łączy ich to, że Amara wybrała sobie ewidentnie Deana na championa. Tylko tyle. I aż tyle. Nawet pseudotango, odtańczone przez nich w piwnicy, nie zmusi mnie do myślenia o Deanie i Amarze jako parze. O, nie czuję jak rymuję.


Sam za to może znowu wsiąść na tego swojego wysokiego konia i mianować się rycerzem ludzkości, bo skoro brat jest w jakiś sposób związany z Amarą, to jemu przypadnie jej zniszczenie lub ponowne uwięzienie. Wyczuwam falę Angstu, bo przecież Dean nie będzie się chciał pogodzić z tym, że brat wystawiony jest na strzał.


Nazwa hotelu cudowna. W ogóle dużo w tym odcinku różowego światła... ciekawe dlaczego :)

No cóż, zobaczymy. Następny odcinek jest głównowątkowy, fanki Crowleya szaleją, bo dostaliśmy przebłysk tego, co się z nim w Piekle dzieje – ku memu zdziwieniu wcale mnie to nie rusza i nie uważam, że jest to out of character, ale jeśli rzeczywiście będzie tak za tydzień, to wtedy się o tym rozpiszę. A na razie obejrzę sobie Love Hurts po raz kolejny, bo bardzo klasyczny to odcinek, a Walentynki się zbliżają. Idziemy z małżem na Deadpoola, zastrzelili nas kampanią promocyjną.

Supernatural 11x13 Love Hurts, scen. E. Charmelo i N. Snyder, reż. P. Sgriccia, wyst. J. Padalecki, J. Ackles, M. Harper, V. Terzo i inni.


10 komentarzy:

  1. Jakiś ten odcinek nudnawy mi się wydał..Tamten o Walentynkach był naprawdę mocny.
    Ujęcia Impali piękne.Dean na początku totalnie nieapetyczny,fuj,jak oni mogą.Wątek Amary tak erotyczny jak 50 twarzy Greya,co je właśnie na Canale puścili.
    A ja się przyczepię jednego:dlaczego Dean ma w kółko te same buty? Znaczy, nie,no mi się podobają,ale przez 13 lat te same?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Odcinek solidny, ale chwilami też mnie nudził. Był trochę rozciągnięty, jakby trzeba było jakoś wypełnić te 41 minut odcinka. Stąd to bardzo długie łażenie po zakładzie fryzjerskim, długie ujęcie na Sama na końcu i z jakiegoś powodu, na pusty pokój XD
    Wątek Amary jest drętwy.
    Fajnie, że na końcu Dean opowiedział bratu o tym, jak Ciemność na niego wpływa. I że Sam już dawno się tego domyślił. Okropne, że Dean nie chce nic do niej czuć, ale nie ma nad tym władzy. Przykre to. Pozbądźcie się jej szybko.
    Sama nie wiem. Od jakiegoś czasu obaj Winchesterowie działają mi na nerwy. Chyba już nie jestem taką fanką jak kiedyś ; /

    Karmena

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo to nie jest taki serial jak kiedyś.
    Zgadzam się,dobrze,ze wreszcie bracia są szczerzy ze sobą.
    A ja oglądam Archiwum X,a tu nagle dość młody Bobby albo Lucyfer!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Miał dłużyzny, to prawda, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Cholera, nie przeszkadzają mi dłużyzny, a przeszkadza mi główny zły, chyba coś poszło nie tak, jak w "Przebudzeniu Mocy".

    No chyba nikt nie jest specjalnie zainteresowany Ciemnością. Gdzie, do cholery, to apokaliptyczne zagrożenie? W d.. przy sezonie piątym coś się przynajmniej działo na poziomie wiosek, tak jak choćby ten wątek z Nierządnicą Babilońską.

    Ja mam wrażenie, że wszyscy przestaliśmy być tak intensywnymi fanami jak kiedyś. Co nie dziwne, cholera, ale szkoda, tak bardzo szkoda.

    Ja robiłam re-watch XFajli chyba dwa lata temu :) najbardziej ujęła mnie młodziutka Jewel Staite.

    OdpowiedzUsuń
  5. O,to ona tam gra?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gra, gra, ale ledwo ją rozpoznałam :D

      Usuń
  6. No, Snoke w nowych SW faktycznie nieciekawy, ale może jeszcze się rozkręci.
    IMHO seriale powinny mieć jakąś datę ważności. Po iluś tam sezonach wszystko wydaje się takie wtórne.
    Tez nie kojarzę Jewel Staite w X Files. Za to bardzo podobał mi się odcinek z Markiem Pellegrino :)
    W ogóle nawet sporo aktorów grało w tych dwóch serialach XD

    Karmena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się to wszystko rozkręciło, bo inaczej będę oglądała tylko i wyłącznie "Nową nadzieję" i "Imperium kontratakuje".

      Powinny, powinny. Można ich żałować, ale lepiej, by odeszły w glorii i chwale.

      Jak tak patrzę, to w sumie ci sami aktorzy pojawiają się wszędzie :)

      Usuń
  7. No,fajnie jest tak znajome twarze wyłapywać.Pellegrino taki młody! No a dziadek Winchesterów gra dowódcę Muldera przecież.


    chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to było: "O matko, dyrektor Skinner jest dziadkiem Winchesterów"!!!

      Usuń